Wakacyjne spotkania z literaturą, czyli o czym dyskutowali członkowie DKK

Pierwsze w bieżącym roku szkolnym spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki odbyło się w ostatni czwartek września. Tematów do dyskusji nie brakowało, bo i wiele było książek towarzyszących naszym klubowiczom podczas wakacyjnego odpoczynku oraz pierwszych dni nowego roku szkolnego. Wśród nich znalazły się między innymi: „Powiedz wilkom, że jestem w domu” C. R. Brunt, „Silver. Pierwsza księga snów” K. Gier, „Forrest Gump” W. Grooma, „Myszy i ludzie” J. Steinbecka, „Tajemna historia” D. Tartt, „Do zobaczenia nigdy” E. Lindstroma czy „Sekretne życie pszczół” S. M. Kidd.

Zapraszamy do lektury recenzji wybranych książek autorstwa uczennic naszego gimnazjum.

 


Recenzja książki „Powiedz wilkom, że jestem w domu” C. R. Brunt

Książkę tę porównałabym do obrazów sławnego malarza, leżących w piwnicy pewnego nowojorskiego bloku mieszkalnego, przykrytych nic niezdradzającą płachtą. O istnieniu takowych wiedzą nieliczni, lecz doskonale zdają sobie sprawę z ich nieziemskiej wartości.


Historia widziana oczyma nietuzinkowej nastolatki, która ukrywa tajemnicę nieszczęśliwej miłości, zakazanej przyjaźni i wilków mieszkających w średniowiecznym lesie. Dziewczyna traci wujka, ojca chrzestnego, który jest jednocześnie jej najlepszym i jedynym przyjacielem. Wszystko, co dotąd znała i kochała, znika. Nastoletnia June po dotkliwej stracie próbuje znów poukładać sobie życie, czego nie ułatwiają jej kontakty z siostrą oraz całym otoczeniem, które nagle przypomina sobie o jej istnieniu.

 

Pewnego dnia pod drzwiami jej domu staje Toby – osoba, która również była istotna w życiu wujka Finna. Może nawet bardziej istotna od niej? Ufając Finnowi  oraz sobie samej, postanawia się z nim spotkać - raz, dwa, a potem trzy i dziesięć razy. Opowieści Toby'ego zmieniają jej sposób myślenia o Finnie do takiego stopnia, że sama zaczyna się zastanawiać, czy nie był on tylko fikcyjnym bohaterem, którego kształtował człowiek do niedawna całkowicie jej nieznany. A obraz, o którym wspomniałam we wstępie, okazuje się nie tylko zaginionym dziełem sztuki, ale też ważnym narzędziem komunikacyjnym.


Książka zmusza do myślenia, ale nie pozostawia pytań. Każdy wątek zostaje rozwiązany w sposób, którego przeciętny czytelnik nie jest w stanie się domyślić. Nietuzinkowe dialogi nie tylko wywołują śmiech i łzy, ale zapisują się w pamięci jak żadne inne.


Jagoda Leśniewska kl. II „a”




Recenzja książki  „Do zobaczenia nigdy” E. Lindstroma

Zaskakujący debiut literacki o niewidomej nastolatce.

Przed lekturą "Do zobaczenia nigdy" tylko raz zetknęłam się z książką, której bohaterką i jednocześnie narratorką jest niewidoma dziewczyna. Mimo ogromnej nadziei, jaką w niej pokładałam, powieść ta okazała się totalną porażką. Największym problemem było nierealistyczne ukazanie niepełnosprawności postaci. Bardzo zawiodłam się na tamtym tytule.

Pisanie z perspektywy niewidomej nastolatki jest naprawdę trudne i bardzo łatwo jest coś zepsuć, tak jak zrobił to autor powieści, o której wspominałam. Nic więc dziwnego, że do „Do zobaczenia nigdy” podeszłam bardzo ostrożnie i starałam się nie nastawiać na nic rewelacyjnego, aby później nie być rozczarowana. Autor jednak zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, a jego powieść całkowicie skradła mi serce.

Autor postawił sobie naprawdę wysoką poprzeczkę. Musiał opisać przeżycia i codzienność niewidomej osoby. Uważam, że wyszło mu to naprawdę dobrze. Obserwujemy, jak Parker funkcjonuje na co dzień i z jakimi problemami się zmaga. Poznajemy jej myśli. Jest jej bardzo ciężko, nawet jeżeli próbuje być twarda. Dowiadujemy się, jak dziewczyna radzi sobie podczas samotnych zakupów, w szkole czy w domu. Opisuje sposób, w jaki traktują ją inni ludzie. Jej niepełnosprawność została przedstawiona bardzo dokładnie i realistycznie. Wydaje mi się, że autor naprawdę dobrze oddał codzienność osoby niewidomej, podkreślając przy tym, że nie przekreśla to pasji, zabawy z przyjaciółmi czy nauki. Widać, że starał się ukazać Parker też jako normalną nastolatkę, która tak jak my zmaga się z różnymi problemami wieku dorastania i szuka swojej drogi w życiu. Jest ona świetnie wykreowaną postacią. Naprawdę ją polubiłam. Podobnie jak od bohaterów drugoplanowych, bije od niej przede wszystkim realizm. Nie jest ona przerysowana. To osoba, która popełnia błędy, ale potrafi również zrozumieć swoją winę i próbować to naprawić. Rani innych. Zachowuje się głupio. Miewa lepsze i gorsze chwile. Stara się być twarda i opanowana, ale czasem wszystko ją przerasta.  To sprawia, że jest po prostu zwyczajna i bardzo autentyczna. Takich bohaterek brakuje mi w książkach skierowanych do młodych czytelników.

Styl pisania autora również jest godny pochwały. Narratorką jest nastolatka, więc język jest prosty i lekki, lecz nie przerysowany i na siłę stylizowany na slang młodzieżowy. Eric Lindstrom idealnie wczuł się w środowisko młodych osób i ukazał ich codzienne życie bardzo realistycznie. Były momenty, w których miałam ochotę się śmiać, i te, w których byłam wzruszona.

Książkę czyta się naprawdę przyjemnie i szybko. Skłania ona do myślenia i jest nośnikiem ważnych wartości.

Autor porusza w książce wiele bardzo istotnych tematów. Widzimy przejawy braku tolerancji wśród ludzi. Bohaterka zmaga się z problemami i kłamstwami w przyjaźni. Jest tu również miejsce na pierwszą miłość, pasje i relacje z rodziną. Eric Lindstrom zwrócił dużą uwagę na problemy z przeszłości, które potrafią do nas wrócić w najmniej spodziewanym momencie. Nasze nieprzemyślane zachowanie pod wpływem silnych emocji może bardzo wpłynąć na naszą przyszłość.

Uważam, że "Do zobaczenia nigdy" to naprawdę wartościowa książka, którą zdecydowanie warto przeczytać. Temat osób niewidomych nie jest często poruszany w książkach, a jest on ważny. Ta powieść pomogła mi chociaż odrobinę zrozumieć, co taka osoba może czuć i jak wygląda jej codzienne życie. Niezwykły debiut. Koniecznie będę musiała sięgnąć po inne książki autora, jeżeli będę miała taką okazję. Polecam każdemu.

Julia Markiewicz kl. III „d”

 

 




„Myszy i ludzie” – wzruszająca i piękna powieść o przyjaźni, poświęceniu i marzeniach

Na początku zaznaczę, że „Myszy i ludzie” Johna Steinbecka to wybitnie dobra książka i uważam, że warto o niej mówić. Nie da się ukryć, że na pierwszy rzut oka nie wygląda na nadzwyczajną, ale wierzcie – jest nadzwyczajna.
Nie jest zbyt obszerna i na pewno pozostawia po sobie wielki niedosyt. Nie przyciąga uwagi, schowana między dużymi księgami i tomiskami.

 

To nie jest prosta historia o prostych ludziach. Książka ma swoje lata, ale problemy, jakie porusza, są w większości nadal aktualne. Sądzę, że jest dużo lepsza od wielu dzisiejszych „bestsellerów”: książek o niczym dla ludzi chcących wszystkiego. Ta niewielka powieść staje się czymś w rodzaju rollercoastera; uczucia, jakie towarzyszą podczas czytania, są różne i trudne do jednoznacznego zdefiniowania: od zaskoczenia po smutek i od smutku po radość.


George i Lennie to najlepsi przyjaciele. Obaj chodzą od lat za pracą; Lennie wszędzie musi coś zmalować, dlatego tak ciężko utrzymać im stałe miejsce pracy. Lennie nie za wiele rozumie. Jest na pewien sposób upośledzony, nie ma więc łatwo. A jeszcze trudniej ma jego towarzysz. Wprawdzie Lennie jest dorosłym mężczyzną, do tego potężnie zbudowanym, ale jego rozum pozostał gdzieś w tyle i można porównać go do rozumu dziecka (coś na wzór Forresta Gumpa, tak sądzę). Zdany na siebie, na pewno by sobie nie poradził. Ma jednak u boku przyjaciela, na którym zawsze może polegać. I choć George wciąż się na nim „wyżywa”, Lennie wie, że ten nie zrobi mu krzywdy. Po prostu znają się zbyt długo. Mają nawet wspólne marzenia.
Po jakimś czasie odnajdują miejsce w pewnym gospodarstwie. George jest nadzwyczaj ostrożny; dba o to, by Lennie „nie palnął nic głupiego” ani nic takiego nie uczynił. I na początku ten plan przebiega pomyślnie. Z czasem jednak Lennie nie wytrzymuje napięcia. Z pozoru jest spokojny i naprawdę nie chce nikomu zrobić krzywdy, ale jak się go już sprowokuje, nie ma przebacz…


George zadamawia się w nowym miejscu, a opieka nad przyjacielem nieco wymyka mu się spod kontroli. Pozostawiony choćby na moment Lennie, nie potrafi czasami trzymać języka za zębami lub rąk za plecami. On po prostu taki jest. George zna go prawie od zawsze. Ciężko mu z Lennie’em, ale zawsze stara się go wspierać. Co dzień zaznacza, że bez niego byłoby mu lepiej, ale sam nie wie, czy to jest prawda. Z jednej strony jest dla niego wielkim ciężarem, z drugiej zaś nie ma poza nim nikogo… Jak mógłby go skrzywdzić?


George wie, że nie może wiecznie zajmować się swoim dorosłym przyjacielem. Czasami po prostu nie ma nad nim kontroli, traci go z oczu. I z czasem zaczyna nawet wierzyć, że dzięki temu Lennie się usamodzielni. Jest jednak w wielkim błędzie. Lennie popełnia błąd za błędem, a jeden z nich może go sporo kosztować…


Przyjaźń czasami zostaje wystawiona na ciężkie próby. I niektórych prób po prostu nie sposób znieść, a obietnic dotrzymać…


Tę książkę mi polecono, a, jak wiadomo, co mi się poleca, za to się biorę. Zwykle kończy to się nie za fajnie, szczególnie jeśli jest to na mój koszt, bo wiele książek później zalega mi na półce. Tym razem jednak zostałam mile zaskoczona. Ta książka to totalny przełom w moim życiu. Chociaż, „w życiu” to może za duże słowo. Po prostu dzięki niej zrozumiałam parę rzeczy. Parę ważnych rzeczy.


Dominika Zarczuk kl. II „e”

Odwiedza nas 1307 gości oraz 0 użytkowników.

© 2004-2017 Publiczne Gimnazjum nr 2 im. Zamoyskich
we Włodawie